← Powrót do strony głównej
Echo własnych myśli

Wielki dzień

Budzisz się rano, łapiesz za telefon albo siadasz do laptopa/ komputera i book’ujesz lot do Los Santos. Odkładałeś na ten bilet – bilet do nowego życia, do spełniania marzeń. Pakujesz swoje najpotrzebniejsze rzeczy w małą torbę, więcej nie potrzeba (no i za bagaż rejestrowany zapłacisz extra, więc po co przepłacać).
Wsiadasz w samolot pełen ludzi, wzdryga Cię lekko na myśl ile osób z takimi samymi planami leci z Tobą, ale to nic, w myślach tylko Ty i Twoja kariera. Lądujesz, wychodzisz z terminala i zadajesz sobie pytanie “co teraz?”.
W sumie ciężko jest odpowiedzieć, nowe miasto, dookoła obcy ludzie, samochody pędzą po rozgrzanym od słońca asfalcie, a na chodniku stoisz Ty – całkiem sam. Łapiesz taksówkę i za prawie ostatnie dolary ją opłacasz, prosisz kierowcę aby zawiózł Cię do centrum, ale w sumie czym jest to centrum? Nic nie wiesz, czujesz się zagubiony.
Wysiadasz pod jakimiś budynkami, obok jakaś restauracja, samochody podjeżdżają. To jest ten moment, idziesz się zapytać o coś – o cokolwiek, tylko żeby złapać pierwszy kontakt. Trochę się denerwujesz, a głos Ci lekko drży, ale jakoś to będzie.

Pierwszy kontakt w Los Santos tak naprawdę może decydować o Twojej przyszłości, no chyba że przyjechałeś z jasną wizją trafienia, na przykład do LSPD, LSFD albo do innej instytucji rządowej, ale powiedzmy sobie szczerze, jest takich osób niewiele, Ciebie stać w końcu na “coś więcej”. Czym jest to “więcej” – sam nie wiesz, ale chcesz coś osiągnąć. Może to dobra praca, zarabianie dużej ilości pieniędzy, zakup domu, samochodu albo bycie wpływową osobą.
No więc rozmawiasz i zakładamy, że akurat trafiłeś na tego dobrego człowieka – ale o dobroci to może kiedy indziej. Myślisz “nie jest tak źle”. Co chwile mijają Cię samochody, widać od razu kto ma pieniądze. “Kiedyś taki będę miał” – myślisz i już w głowie tysiące pomysłów jak Ty byś to zrobił.

Człowiek którego poznałeś może ze trzy minuty temu proponuje Ci pracę w restauracji – nie brzmi to źle, plusem jest to że sam nie musiałeś szukać pracy, a praca znalazła Ciebie – “to będzie dobry początek”.

No i zaczynasz, dzień po dniu wstajesz i robisz to samo. Może nawet śpisz po zamknięciu gdzieś na zapleczu, rozkładasz co wieczór materac a rano szybko zwijasz, żeby nikt nie widział. Nie powiesz tego, ale trochę wstyd. Powoli się w to wkręcasz, a na swoim koncie bankowym widzisz pierwsze zarobione dolary – myślisz “nie jest źle”. Poznajesz ludzi, bardzo dużo ludzi, przyglądasz się o czym mówią, jak mówią, jak wyglądają, powoli to czujesz. Pewnego dnia wyglądasz przez okno i widzisz jakiś samochód, nie znasz się i jest w miarę daleko, otwierają się okna i nagle padają strzały, szybko kucasz i analizujesz całe swoje życie… .Witaj w Los Santos.

Historia fikcyjna bazująca na własnych doświadczeniach.