Zgodnie z obietnicą, rzucamy Wam koło ratunkowe, żebyście nie utonęli w tym cyfrowym oceanie. Oto pierwszy numer Przewodnika Turystycznego Weazel News po San Andreas. Przez najbliższe tygodnie będziemy serwować Wam gotowe plany na weekend, po trzy attrazionina wydanie. Żadnego scrollowania recenzji, żadnych algorytmów – tylko sprawdzone, prawdziwe miejsca.
Zeszłym razem, kiedy rozmawialiśmy o Retrogradacji Merkurego i kosmicznym chaosie, byłam święcie przekonana, że to koniec naszych astrologicznych odlotów. Ale per favore, Los Santos znów mnie zaskoczyło. Wchodzę do biurowca przy Rockford Hills – wiecie, marmury, iFruity, zapach grubych milionów – a tam, na mahoniowym biurku, obok sterty kontraktów, leży on. Wielki, fioletowy ametyst. Davvero? Czy bezwzględne rekiny biznesu naprawdę myślą, że magiczny kamyk uratuje ich przed spadkami na giełdzie?
Wczoraj rano siedziałam z espresso na tarasie w samym centrum Los Santos. Ma dai – pogoda była po prostu idealna. Ani jednej chmurki na horyzoncie, słońce odbijające się od szklanych wieżowców z taką siłą, że niemal raziło w oczy, i ta lekka, słona bryza znad oceanu, która dociera nawet tutaj – magnifico! Wszystko wokół aż prosiło, błagało wręcz, żeby na chwilę podnieść głowę znad stolika i po prostu nacieszyć się tą krótką chwilą, poczuć prawdziwe dolce vita…