← Powrót do strony głównej
Between the Lines

O granicach, które przesuwają się same

Zaczęłam się zastanawiać, jak to się dzieje, że coś niewinnego potrafi stać się ciężarem – bez wyraźnego momentu przejścia. 

Na początku wszystko wygląda znajomo. 

Rozmowy, które miały być tylko rozmowami. Uwaga, która wydawała się miła. Obecność, która z czasem zaczęła zajmować więcej miejsca, niż była gotowa oddać. 

Nie zawsze chodzi o uczucia. 

Czasem chodzi o oczekiwania. O to ciche założenie, że skoro ktoś jest blisko, to powinien zostać jeszcze chwilę dłużej.

Albo spróbować jeszcze raz. Albo wytłumaczyć się dokładniej. 


A przecież „nie” nie zawsze przychodzi z hukiem. 


Czasem jest zwykłym zmęczeniem. 

Czasem ciszą. 

Czasem decyzją, by nie kontynuować czegoś, co nigdy nie miało jasnej nazwy. 

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak trudno zaakceptować czyjeś wycofanie, jeśli wcześniej czuliśmy się zaproszeni. 

Kiedy zainteresowanie zmienia się w roszczenie? 

I dlaczego tak często mylimy czyjąś uprzejmość z obietnicą? 

W relacjach – zwłaszcza tych nie do końca nazwanych – granice rzadko są wyraźne. 

Przesuwają się powoli. Milimetr po milimetrze. 

Aż któregoś dnia jedna ze stron orientuje się, że stoi w miejscu, w którym nigdy nie planowała być. 

Może największym problemem nie jest to, że ludzie chcą więcej. 

Może problem zaczyna się wtedy, gdy nie potrafią uszanować faktu, że ktoś inny chce mniej. 

Bo czasem najbardziej dojrzałą decyzją nie jest rozmowa. 

Jest nią odejście. 

quiet voice

Between the Lines 

obserwacje o relacjach, ciszy i niewidzialnych granicach